Spoko by była taka gra cRPG, w stylu #gothic albo #risen, ale osadzona na bliskim wschodzie ~2k lat temu.
Grałoby się Jezusem Chrystusem i w sumie to normalnie otwarty świat, eksploracja + farming, klasyka gatunku. Jednocześnie byłoby się coraz bardziej wciąganym w dziwne wydarzenia na świecie.
Niejednoznaczna linia fabularna, sporo questów pobocznych. Kilka takich, które trzeba odbębnić (np. weź chrzest u Jana Chrzciciela), ale też globalny system reputacji, który by można podbijać różnymi cudami, np. przemiana wody w wino, wskrzeszenie kogoś, uzdrowienie itd. Oczywiście główny bohater nie miałby żadnych specjalnych mocy sam z siebie, bo to by było za proste, tylko musiałby kombinować jak uzyskać właściwy efekt na ludziach.
3 zakończenia, gdzie ostatecznie deklarujesz się dopiero bliżej końca gry, ale decyzje podjęte od początku trochę na to wpływają.

1. Jeśli zrobiłeś questa z ocaleniem Marii Magdaleny przed górskim trollem, to niezależnie od reputacji możesz z nią po prostu wyjechać i prowadzić normalne życie.
2. Jeśli zdobyłeś odpowiednią ilość reputacji, możesz ponieść męczeńską śmierć w imię pokoju i stworzyć nową religię w ten sposób. Poświęcasz siebie, żeby ocalić świat, trochę jak Bezi vs Śniący w pierwszym gothicu.
3. Możesz też, mając odpowiednio dużo wyznawców, wziąć do ręki miecz zamiast krzyża i podbić cały znany świat, zostając jego władcą. Tworzysz w ten sposób solidne, dobrze prosperujące imperium z władzą autorytarną.

Tak bym to widział ogólnie. Dajcie mi pieniądze z góry.
#gry