Kroniki Gothic II Noc Kruka – część XVII (Stan postaci poziom 47 – ŁOWCA SMOKÓW –ROZDZIAŁ 5)

Jeśli chcesz być wołany do następnych kronik, plusuj komentarz na dole!

Dla nieświadomych #gothickroniki to autorski tag, w którym dzielę się wrażeniami z gry Gothic (obecnie Gothic II), którą mnóstwo osób zna na pamięć, a je przechodzę ją pierwszy raz.

TL:DR – Stawiłem czoła wszystkim smokom!

GÓRNICZA DOLINA – PONOWNA WIZYTA

Już na samym początku gdy powróciłem do Górniczej Doliny to wiedziałem, że coś tu jest nie tak. Dolina od samego początku wydawała się jeszcze groźniejsza niż przedtem. I rzeczywiście – pierwsze co zobaczyłem to zwłoki jednego z łowców smoków. leżał tak na drodze, w tej samej zbroi. Gość ten sam co ja. I w tym momencie poczułem pot na twarzy. Gra daje mi jasno do zrozumienia, że moja pewność siebie mnie zgubi jeśli nie będę ostrożny. I nawet z moimi obecnymi umiejętnościami będę zgubiony, a walka ze smokami to nie przelewki.
Poszedłem więc w dół ścieżki prowadzącej do zamku, miałem nadzieje, że dalej stoi. Na szczęście zamajaczyła mi na horyzoncie tekstura zamku. Przy samej ścieżce jednak napotkałem grupkę ludzi ubranych w taką samą zbroję co ja – Łowców Smoków.
Okazało się, ze to głównie ludzie z farmy Onara, dawni najemnicy tak jak ja. Gorn również do nich dołączył, czemu nie za bardzo się dziwię. Łowcy smoków okazali się być jednak swego rodzaju bandą desperackich materialistów, którzy wyczuli hajs od smoków i chcą je pokonać dla kasy. Problem polega jednak na tym, że są zbyt pyszni i zbyt pewni siebie. A zwłoki leżące niedaleko powinny jednak trochę ostudzić ich zapał, a przynajmniej do racjonalnego stopnia. Dlatego też wystarczyła po prostu jedna riposta rzucona w Kurgana, by ten rzucił się na mnie z mieczem xD Szybko mu jednak pokazałem, kto tu ma największe szanse na pokonanie smoka! A jeden z łowców – Biff jest nawet do wynajęcia jako paź! No i super, zawsze to jakaś pomoc, gdyby było za trudno. Ogólnie to miałem w tym momencie jedną szaloną ambicję, ale uznałem, że poczeka ona na odpowiedni moment.
Potworów tym razem było rzeczywiście więcej i to tych groźniejszych. Wystarczyło kilka kroków, a zostałem zaatakowany przez Smoczego Zębacza. Pojedynczy osobnik jednak nie stanowi dla mnie dużego zagrożenia. Kwestia odskakiwania i szybkiej kontry. Gorzej gdy rzuci się na ciebie stado…
Uznałem, że nie chcę się teleportować do zamku, a spróbuję się do niego dostać tą samą drogą co wcześniej. Wskoczyłem do wody i popłynąłem w lewo czując, że nie za bardzo podoba mi się ten pomysł. I wiecie co? Gra okazała się być cwanym chujkiem. Wychodzę z wody a tutaj stado zębaczy, ścierwojadów, jeden smoczy zębacz, i na dobitkę Ork-Elita xD
Stanąłem jak wryty i szybko odskoczyłem akrobatyką do tyłu, do wody i popłynąłem jak najdalej, co oczywiście sprawiło, że wszystkie stwory zrezygnowały z gonitwy za mną. poza jednymi – Orkiem oraz smoczym zębaczem, no kurwa! Ale dobra, mam się napierdalać ze smokami, co ja nie dam rady?!
Wyciągnąłem miecz i poczekałem na odpowiednią chwilę. Smoczy zębacz zaatakował a ja szybko skontrowałem jego atak, uznałem, że najlepszym wyjściem w tej sytuacji jest pokonanie gada zanim zbliży się do mnie biegnący już Elita. Szpon Beliara wyczuł moje intencje, dlatego postanowił zesłać mi 3-4 pioruny pod rząd, które skutecznie powaliły zębacza, a moja szybka reakcja pozwoliła mi w ostatniej chwili zblokować atak szarżującego orka – miodzio. W tym momencie szybko się odsunąłem i zaatakowałem. O dziwo Ork-Elita był przewidywalnym przeciwnikiem i walka z nim mimo iż stresująca to na swój sposób łatwa. Gorzej gdy się skapnął, że to co robi jest bez sensu i zaczął napierdalać mieczem jak pojebany xD Wtedy już ja gorzej na tym wyszedłem, ale ostatecznie pokonałem go – pierwszego orka elitę! A skoro mogę pokonać elitę to..

Zacząłem przesuwać się coraz dalej w lesie napotykając smocze zębacze, jaszczury ognia oraz orków. Stopniowo ich pokonywałem, choć czasem musiałem spierdalać xD Chwała za mikstury szybkości!
Mój plan nabierał coraz wyraźniejszych kolorów. Wyczyściłem sobie las z potworów, zostawiając puste pole, na którym mam nadzieję wyprowadzić swój zaplanowany manewr. Wiem, że będzie to samobójstwo, ale spróbować warto, do odważnych świat należy. Problem polegał na tym, że była noc, a więc chuja widać, a to nie sprzyja taktycznym manewrom, w każdym razie nie tym, które ja planowałem. Dlatego wpierw postanowiłem udać się do zamku wybadać jak tam sytuacja polityczna.

ZAMEK I MÓJ „TAJNY PLAN”
Strażnik już od „progu” przywitał mnie informacją, że jest coraz gorzej. W dodatku przybyli łowcy smoków, którzy trochę się tutaj za bardzo panoszą. Zacząłem więc z tymi łowcami smoków gadać. Sytuacja wygląda tak, że Sylvio (ten buc najemnik) zebrał małą armię łowców i wyruszył polować na smoki. A że Sylvio nie należy do tych miłych, tak też morale niektórych ludzi znacznie się zmniejszyły. Niektórzy z łowców okazali się być mili jak Jan, który chce zostać kowalem, czy Feros, który z chęcią walczyłby ze smokami, ale zgubił swoją broń xD Spotkałem tutaj nawet Cor Angara z obozu na bagnie, teraz po prostu Angara. Wydawał się być zagubiony, trochę mu się nie dziwię, jego wiara w Śniącego była całym jego życiem, teraz po upadku bariery i obozu próbuje znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Szuka pewnego amuletu, który ma nadzieję niedługo znaleźć. Z pewnością mu pomogę w swoim czasie.
Postanowiłem odwiedzić Garonda, którego powitałem jakże jednoznacznymi słowami „Wróciłem”, które w ustach Beziego brzmiały tak beztrosko jakby to wszystko była zabawa xD Cóż, sytuacja nie zmieniła się na lepsze, wręcz przeciwnie, orkowie nadal oblegają zamek, a smoki straszą okolicę. Tutaj dostałem zadanie, by spróbować rozprawić się z przywódca orków, Hosh-Pakiem. I nawet zajebiście bo to zadanie idealnie wpisuje się w mój tajny plan! Dostałem tez wytyczne dotyczącego pierwszego smoka jakiego mam pokonać.
Zanim jednak wyruszyłem na wielki bój tak postanowiłem trochę się rozerwać wykonując jakieś śmieszne zadanka. Np. pomogłem Janowi dostać posadę kowala, Geroldowi dałem żreć, a Brutusowi powybijałem chrząszcze w kuźni (tutaj zabawna sytuacja, bo Szpon Beliara najwyraźniej uznał, że chrząszcz to zbyt rudny przeciwnik i dlatego zajebał jednego piorunem xD), czy znalazłem torbę Kerolotha, który zaczął podejrzewać jednego z łowców o kradzież i byłem świadkiem bójki między nimi ;D
W końcu nadeszło południe, a ja lekko zestresowany postanowiłem zrealizować swój plan. Zeszedłem z belki prowadzącej do zamku i znalazłem się na pogorzelisku zajętym przez orków. Wybrałem odpowiedni czar w ekwipunku, wypiłem miksturę szybkości i… pobiegłem w stronę zgrupowania orków.
Mój plan był szalony i prosty – zwabić wszystkich w jedno miejsce, jeszcze nie wiedziałem które, po czym rzucić czar deszczu ognia. Skoro w Jarkendarze orkowie padli po takim czarze, a tutaj jest ich chyba ze 100, tak mogę sobie nabić porządnego expa. A przy okazji po prostu sprawię by okolica stała się bezpieczniejsza. Zacząłem więc biec robiąc slalomy wokół orków, dobiegałem do nich, po czym zwalniałem i biegłem dalej. I nie tylko orkowie, były też wargi, orkowie szamani, którzy stali w miejscu i orkowie-elity. To wszystko zaczęło za mną biec jak jedna wielka armia. Ich tekstury nachodziły na siebie. Ja w tym momencie myślę „co ja odpierdalam”.
Najgorsze było to, że nie mogłem biec cały czas przed siebie, bo orkowie w pewnym momencie rezygnowali z gonitwy, musiałem wtedy się wrócić i ponownie ich prowokować, co było niebezpieczne, bo kuźwa co, podbiegać szarżą do takiej armii?
Nie było to łatwe zadanie, ale wykonalne. Parę razy zginąłem próbując jak najbezpieczniej się poprzedostawać przez oddziały, a najgorsze było to, że musiałem znaleźć bezpieczne miejsce, które mógłbym wykorzystać by spokojnie uruchomić czar. Pojawiła się jednak nadzieja gdy zobaczyłem, że Orkowie jak spadną z jakiejś skarpy, tak wtedy nie próbują wejść dookoła tylko biegną na wskroś na ścianę. To moja szansa. Zeskoczyłem na dół i widziałem jak Orkowie niczym wodospad wylewają się ze skarpy do zgliszczy zewnętrznego pierścienia starego obozu. I tutaj szybko podbiegłem do tej skarpy i się na nią wspiąłem. Orkowie zostali w miejscu. „GIŃCIE” – po czym wyciągnąłem czar deszczu ognia i zrobiłem orkową pieczeń! Kurwa ile expa… kurwa poziom wpadł 😀 Ale część orków elity zostało, chyba z 7 sztuk.

W ten sposób wykorzystałem 4 czary deszczu ognia, które pozwoliły mi wyczyścić całe przedzamcze. Upewniłem się, że nie pozostał żaden ork, czy warg. Nie było to łatwe, nie raz uciekałem, przegrupowywałem się i próbowałem podejść od innej strony, oczywiście o wczytywaniu nie wspominając. Czasem szamani mnie wkurwiali bo strzelali we mnie fireballami. Ale najlepsze było to, że po każdym takim deszczu gdy wpadł poziom tak moje umiejętności obronne wzrastały, w końcu wraz z poziomem zwiększa się ilość punktów HP. No i udało mi się zabić tego Hosh-paka. Ale satysfakcja, gdy przechadzałem się po zgliszczach dawnego obozu, mogłem teraz popodziwiać co z niego zostało. Arena, spalone chatki, targowisko. Nic z tego nie zostało…
Zwiększyłem siłę za pozostałe punkty nauki, ale reszta musiała poczekać z racji tego, że jedyna osoba zdolna mnie nauczyć siły ma max wartość 90 ;(( A do Khorinis do Erola nie za bardzo mi się chciało iść, bo on ponoć zwiększa jeszcze bardziej siłę , z tego co mi mówiliście.

BAGNISTY SMOK – PANDRODOR
Gdy podbiłem swoje doświadczenie, tak postanowiłem w końcu udać się na bój z przeklętymi smokami. Nie wiedziałem jednak co mnie tam czeka, dlatego też podbiłem do Biffa i zapłaciłem mu 100 złota by ze mną poszedł. Nawet jeśli ma być nieprzydatny w walce, tak będzie służył jako tank.
Udaliśmy się razem do dolinki z chatką Cavalorna, tam przy wejściu na tereny orków spotkaliśmy dwóch łowców smoków, Ciphera i Roda. Są źli na Sylvio, bo ten chce sobie przywłaszczyć wszystkie laury związane z łupami ze smoków. Cóż, ja na razie mam inne zmartwienie.
Udaliśmy się na owe bagna. W zasadzie to poczułem się jakbym wszedł do jaskini, otwarte niebo ustąpiło gęstemu zielonemu dymowi i aurze bagnistego terenu. Tutaj zaatakowały nas jaszczuroludy! Razem z Bifeem jednak skutecznie radziliśmy sobie z zagrożeniem, a ja mogłem się przyzwyczaić do tego, że przecież wzrosła mi siła i wytrzymałość. Bagno jednak gęstniało, jaszczuroludy pojawiały się znikąd, a ja musiałem pilnować by Biff się nie zgubił. I wiecie co? Zgubił się xDD
No po prostu wszystko już wyczyściliśmy, czyste bagno, w oddali widzę „arenę”, a Biffa nie ma xD No ja pierdole. Dobra, plan B, czyli szkielety i golemy
Założyłem Oko Innosa, moja postać rozbłysła krwistym blaskiem i podszedłem do smoka, który był mniejszy niż się spodziewałem, na filmikach chyba były większe.
Oko Innosa okazało się być jak woda święcona na smoków. Klimatyczny głos pełen pogardy wobec mnie szybko przerodził się w frustrację, gdy smok usłyszał, że jestem wysłannikiem Innosa ;D
Dowiedziałem się od smoka, że każdy z nich jest związany z żywiołem , że oczywiście ich przybycie ma jakieś głębsze dno oraz, co najciekawsze, że ich pomiot został wysłany do mojego świata by zapewnić przetrwanie gatunkowi… Rozmowa klimatyczna, ale niestety musiała się skończyć, moc oka się wyczerpała, teraz musze polegać na własnej mocy!
Szybko przyzwałem golema na pomoc. Golem ruszył na smoka, który zaczął się oddalać, w stronę bagien. Spryciula, poleciał tam, gdzie mam ograniczone ruchy! Golem zaczął walczyć z gadem, a ten skutecznie odskakiwał i przybliżał się w moją stronę. I wtedy ja od tyłu szponem beliara JEB JEB JEB. Pioruny i krytyczne obrażenie zabrały smokowi sporą ilość punktów hp, więc jest do pokonania. Ale swoimi działaniami zwróciłem na siebie jego uwagę. Eeee.. taktyczny odwrót! Ale smok mnie dosięgnął i swoim podmuchem wyrzucił mnie w powietrze. Ale .. od czegoś mam golema, który dzielnie nadstawiał za mnie skalnego karku. Znów smok odwrócił się do niego, a ja mogłem dokończyć robotę, tym razem nie zważałem na to, że smok może skontrować. Zadał mi w miarę mało obrażeń, więc tą bitwę mam z góry wygraną. Szybkie ruchy mieczem, pioruny przeszyły niebo i trafiły smoka sprawiając, że padł na bagnistą ziemię. W tym samym czasie mój golem rozpadł się na kawałki, a ja zostałem sam na bagnie mając przed sobą truchło smoka. Smoka, którego SAM pokonałem. Byłem z siebie niesamowicie dumny, poczułem satysfakcję, gdzie na początku gry ledwo z krwiopijcami dawałem radę, a teraz stawiam czoła głównego zagrożeniu Khorinis.
Smok pozostawił po sobie swoje serce oraz skarb –górę złota pełną mieszków, złotych talerzy, skrzyneczek oraz monet! Widzę, że archetyp smoka zbierającego skarby nadal obecny w popkulturze 😀

KAMIENNY SMOK – PEDRAKHAN
Wróciłem do zamku, gdzie przy stole alchemicznym naładowałem Oko Innosa mocą z serca smoka. Oni tu jeszcze nie wiedzą, że smok został pokonany 😀 Garond jednak wypowiedział suche „to dobra wiadomość” … Cóż, niby nie robię tego dla poklasku, ale jednak bagatelizowanie moich działań trochę zbija z pantałyku. W każdym razie moim kolejnym celem, jest forteca w górach. Skojarzyła mi się ta forteca z tą, gdzie z Lesterem zbierałem kamień ogniskujący. Dlatego też to tam się udałem.
Na początku jednak dotarłem do orkowej palisady, którą chciałem się zająć. Zwiększona wytrzymałość pozwoliła mi ściągać na siebie większe oddziały orków i szybciej ich wykańczać. Gorzej z orkami elitami oraz smoczymi zębaczami. Te dwa monstra to jednak było cholerne utrapienie. Ostatecznie sobie poradziłem, ale nie obyło się bez taktycznych odwrotów, wykorzystywania terenu, czy nawet zabawie w kotka i myszkę. W pewnym momencie nawet ze strachem stwierdziłem, że kończą mi się mikstury. Znaczy inaczej… mam ich w ciul, ale tych najgorszych, a przy 700 hp ich picie to mozolne klikanie, a tego nie chcę. Dlatego zacząłem w pewnym momencie leczyć się czarami i pić mikstury many, o wiele wygodniejsze xD
Przy palisadzie znalazłem zaginioną kuszę jednego z Paladynów, o którą prosił mnie Udar. Wspominaliście też o jakimś easter eggu, ale niestety nie znalazłem żadnego ;( Znalazłem tam za to wiele mikstur i o ile dobrze kojarzę skóry trolla.
Dotarłem tym samym do wielkiej skarpy i rozpadliska, gdzie kiedyś wybierałem się po almanach razem z jednym z nowicjuszy, gdzie zaatakowały nas czarne gobliny. Cóż… powiem tak, gobliny zamieniły się w orków i na szczęście nie było ich tak dużo, a w dodatku część z orków pospadała z mostu do wody, gdzie utonęli xD Zebrałem skarby i ruszyłem na górę. Po drodze musiałem jednak znowu zmierzyć się z ognistymi jaszczurami, oraz ich wyprostowanymi odpowiednikami – jaszczuroludami. Aż w pewnym momencie znalazłem małe wysunięcie skalne, a na nim obozowisko z Gestathem oraz Gornem!
Gestath okazał się być myśliwym, a na sobie miał zbroję z płytek pancerzy pełzaczy! Czyli Wilk nie zrobił jej wtedy tylko dla mnie a rozpoczął handel owymi zbrojami! ;D No cóż, z czegoś chłopak musi żyć, teraz sobie dorabia jako opiekun farmy.
Ale ja tu o farmie, a smok czeka. Gorn okazał się być skory do pomocy, aż poczułem się jak za dawnych lat kiedy to szukałem z nim kamienia, może uda mi się z nim rozwalić smoka?
Tym razem jednak to on prowadził i nawet się skubany nie zatrzymywał, kurwa ja tu zbieram jaszczurzą broń, sprawdzam czy nie ma jakichś skarbów czy znajdziek, a ten tam kosi i tylko widzę jak mi eksp rośnie. W sumie pasuje mi taki układ, odpocznę sobie 😀
Ale w pewnym momencie Gorn przestał walczyć i oznajmił, że wraca na posterunek a dalej mam sobie radzić sam. No serio…?
No ale dobra, zacząłem więc wspinać się na górę, do fortecy. Pojawiły się oczywiście moje ulubione krzykacze, harpie, które musiały wkurwiać na całego. W środku jednak nie lepiej, na zewnątrz panowała noc więc w środku fortecy musiałem zmierzyć się z jaszczuroludami po ciemku. A nie było to łatwe… I jeszcze w dodatku byłem sam, poprzednio miałem do pomocy Biffa, który pewnie teraz błądzi sam i płacze. Jedyne co oświetlało pomieszczenie to piorun ze Szponu Beliara xD
Aż w pewnym momencie, gdy tak chodziłem po labiryncie fortecy usłyszałem pewien przerażający ale znajomy ryk. DEMON, latający demon. A więc to ten czas, musze być w stanie go pokonać inaczej nie ma co ruszać na smoka. Znalazłem go w jednym z pomieszczeń i rozpocząłem walkę. Masakra jaki ten drań był upierdliwy i gdyby nie często występujące pioruny ze szponu tak chyba poległbym w tej bitwie. No ale udało się, demon rozwalony, a w mojej głowie lampka – stara wieża Xardasa stoi przede mną otworem! Swoją drogą ciekawe czy będę mógł mu wspomnieć że byłem w jego wieży, kiedy już powrócę z Górniczej Kolonii.
Na moment się zgubiłem w tych korytarzach. Pamiętam, że kiedyś była drabina, ale jest zawalona. Jednakże znalazłem przejście, gdzie po rozwalonych skałach idzie się do wydrążonej przez smoka jaskini. W środku czekał na mnie kolejny smok – kamienny Pedrakhan, wyglądający jak żywy posąg. Założyłem Oko innosa, zapisałem i rozpocząłem rozmowę.
Pamiętam jak Xardas na początku gry wspominał o tym, że jak wypędzałem Śniącego z naszego świata, to rozkazał smokom przybyć do naszej krainy. A teraz właśnie owy smok opowiada o tym, że jego przywódcą jest „PAN” i jego „SŁOWO MOCY”. Czyli co, czeka mnie ponowny pojedynek ze Śniącym w ostatecznym rozrachunku? Smok dał mi również wskazówkę co do żywiołów, czyli wpierw ziemia – bagnisty smok, potem skała – kamienny smok, potem ogień i ognisty smok i na końcu lodowy smok. W ten sposób po kolei powinienem je załatwiać, bo lodowy smok jest najsilniejszy. Czyli mam tu 4 smoki do rozwalenia (obecnie 3).
Tym samym zaczęliśmy nasz pojedynek. I tutaj już zaczęły się jaja. Nie dość, że zadaję smokowi mniej obrażeń, on więcej zadaje mi, to jeszcze sukinsyn się leczy! Więc nie ma mowy o jakimś taktycznym podchodzeniu, tylko pełna szarża. No i tutaj mój pojedynek zakończył się zgonem.
Postanowiłem więc inaczej. Najpierw założyłem na siebie wszystkie przedmioty zwiększające moją odporność na ogień, potem przywołałem golema i znowu rozpocząłem walkę ze smokiem (po skipowaniu dialogu). No i to rozwiązanie miało jedną zaletę – kontrola walki. Golem skutecznie uniemożliwiał smokowi leczenie się, a mi ogień nie zadawał już tak dużych obrażeń. W ten sposób wykorzystując nieuwagę smoka, który nie mógł się zdecydować kogo zaatakować, zabiłem go. I co najlepsze, prawie w ogóle nie straciłem przy tym życia ;D
Zebrałem jego serce, skarb i poczułem kłującą wątpliwość, że cholera, skoro już tutaj miałem problemy, to co będzie przy następnych smokach…

OGNISTY SMOK – FEOMATHAR ORAZ WIEŻA XARDASA
Kolejna wizyta w zamku, kolejne poinformowanie o postępach, kolejne naładowanie oka. Kolejne przygotowanie przed podróżą. Tym razem na ziemie orków, do cytadeli, gdzie kiedyś spotkałem szamana Ur-shaka.
Ziemie orków znów obrosły w ich nazewnicze istoty. Na szczęście nigdzie nie spotkałem Orków-Elit, więc walka z nimi była prostsza niż sądziłem. Po kolei ich tłukłem i tym samym zdobyłem kolejne poziomy. A mi przyszedł do głowy pomysł, że przecież może i następny smok będzie trudniejszy, ale ja przecież TEŻ będę wytrzymalszy i silniejszy. A wszystko za sprawą posągu Beliara, o którym sobie przypomniałem, gdy tylko zbliżyłem się do charakterystycznego jeziora. Tam naładowałem Szpon, poczułem od razu przypływ sił i poszedłem dalej. Zanim jednak odwiedziłem wieżę Xardasa, która piętrzyła się nad moją głową to chciałem pójść sprawdzić co tam w obozie wydobywców. I to co tam zastałem przeszło moje oczekiwania. Natrafiłem na inwazję orków! Całe stado nawalało się z paladynami, kopaczami i najemnikami! Kurde, no to musiałem im pomóc, pierw zająłem się Orkiem Elitą, wykorzystałem to, że tłukł się z jakimś Paladynem, potem po kolei każdego innego orka. Nie straciłem przy tym ani trochę hp, bo zielonoskórzy nie byli skorzy do tego, by się łaskawie odwrócić w moją stronę xD
Przeżył tylko jeden paladyn, reszta padła bohatersko w walce, świeć Innosie nad ich duszami (kurwa, cały czas gadam o tym Innosie, a popierdalam ze Szponem Beliara xD)
W końcu, po wyczyszczeniu mniej więcej całej okolicy z orków i smoczych zębaczy (jak ja ich kurwa nienawidzę) dotarłem do wieży Xardasa.
„TAAAAM JEEEEST” kurwa, poszukiwacze? W wieży Xardasa? Cholera, spodziewałem się ich wszędzie, ale nie tu! No dobra, ale skoro już jestem to wypada ich zabić. Nie wiem ile ich było ale część z nich zajęła strategiczny punkt na górze wieży bo stamtąd leciały we mnie kule ogniste w niewyobrażalnej ilości. To ilu ich tam jest?
Okazało się, ze raptem troje, ale zbici w jednym punkcie, bo w przedsionku wieży. Szpon Beliara sobie z nimi poradził, ale czekał mnie jeszcze demon. Ulepszony i silniejszy dał sobie tym razem radę z demonem, a ja mogłem oddać się spokojnej eksploracji wieży. Znalazłem tutaj miecz mistrzowski, czarną rudę, runę teleportacyjną (przyda się) oraz zwój przyzwania demona! Oo to będzie ciekawe.
Kurde, Poszukiwacze u Xardasa, niby to oczywiste, ale zarazem niepokojące. Wiadomo, Xardas para się czarną magią, w ogóle magią Beliara, ale jednak pomógł mi wygnać Śniącego, teraz pomaga wygnać smoki. Dlatego wizyta poszukiwaczy u Xardasa jest creepy.

Gdy zszedłem z wieży tak skierowałem się w stronę cytadeli. Trafiłem na golema, gdzie dosłownie jeden strzał ze Szpony wystarczył by ten złożył się jak domino xD Nie mogłem się też oprzeć by nie spróbować wejść do starej wieży Xardasa, tej zatopionej. No ale wjeście było zablokowane, jedynie skrzynia z marną ilością złota ;( No ale przynajmniej sobie odrobinę poekspiłem na topielcach.
W dalszej wędrówce spotkałem smocze zębacze, gdzie już nie miałem do nich cierpliwości i jakoś pobiegłem w taki sposób by gady wpadły do wody. Ja z wody wyszedłem, a a tamte próbowały płynąć. I trochę zablokowane stwory były łatwiejsze do ubicia^^
Tutaj uderzył mnie już ognisty klimat, skały miały charakterystyczne czerwone pęknięcia, z ziemi wydobywał się siarczysty dym, a w okół czerwony gęsty klimat. Uzupełniały go również Jaszczuroludy, które naparły na mnie ze zdwojoną siłą. Tutaj walka z nimi była trochę utrudniona bowiem na tak cienkiej ścieżce mam małe pole manewru do cofania, czy ogólnej taktyki. Nie mniej, udało mi się je pokonać. Gorzej było później…
Na większym płaskowyżu wystającym z góry, były ogniste golemy oraz ogniste jaszczury. Ta mieszanka była o tylw wkurwiająca, że ogniste golemy miały jakiś nienaturalny kop. I gdy jeden z nich mnie uderzył to wyleciałem z góry, ale jak! Normalnie poleciałem chyba aż z powrotem do przełęczy xD I dlatego musiałem trochę inaczej podejść do walki. Owe golemy zamrażałem czarami lodu a dopiero potem z nimi walczyłem. Bo wystarczył jeden cios bym lądował gdzieś w dole albo kilkaset metrów dalej. W pewnym momencie dostałem się do tunelu, gdzie zostały mi tylko reptilianie do wybicia i w końcu stanąłem na arenie trzeciego smoka –Feomathara.
Muszę przyznać jedną rzecz. Za każdym razem, gdy smok dowiaduje się o tym, że mam Oko Innosa to reagował gniewem. Tutaj smok był na TYLE pewny siebie, że nawet jego zdziwienie było mniejsze. To mnie tym bardziej zbiło z tropu, bo skoro idzie tendencja trudności smoków, tak odbija się to też w ich zachowaniu. Rozmawialiśmy o ich Panu, gdzie smok uznał, że muszę posiąść najwspanialszą zbroję i najwspanialszy oręż itp. COŚ MI TO PRZYPOMINA XDD Ale też była mowa o towarzyszach! Od razu wpadli mi do głowy 4 przyjaciół ale kim by była 5 osoba? Może Xardas?
Nasz pojedynek rozpocząłem od oczywistego przyzwania golema. Smok okazał się jednak na tyle sprytny, że nawet obecność dodatkowego przeciwnika nie zrobiła na nim wrażenia i dlatego skierował się w moją stronę… Aha… no to spierniczam xD Znalazłem się z powrotem w przejściu, a golem dzielnie tam walczył ze smokiem. Hmm to ja wpadłem na kolejny pomysł.
Podbiegłem do smoka, który cały czas miał aggro skierowane w moją stronę i użyłem czaru lodowa fala. To zamroziło gada i uniemożliwiło mu atakowanie mnie ;D TO ja się ucieszyłem i po prostu pełen magazynek ze Szponu Beliara 😀 Kolejny smok pokonany, został jeden!
Skarb Feomathara okazał się być za skałami, gdzie musiałem się wspinać. Ale nie było to jakoś trudne. Zebrałem oczywiste mieszki, talerze, jakiś miecz i chyba kamienną tabliczkę.
Wróciłem się więc do zamku, by zdać oczywisty raport i naładować Oko innosa.

LODOWY SMOK – FINGREGH ORAZ UR-SHAK
Został ostatni smok, ostatni z mi znanych, ostatnia rozmowa i prawdopodobnie jakiś zwrot akcji. Poza tym czeka mnie w tym celu wizyta w „nowym obozie” zmienionym w lodowe połacie.
Na początku teleportowałem się do wieży Xardasa i stamtąd rozpocząłem swą wędrówkę. Chciałem zahaczyć o miejsce, którego poprzednim razem nie odwiedziłem, a które na mnie czekało i jest po drodze – Grób.
Gdy tylko zacząłem zbliżać się do miejsca, tak oczywistym jest, że wybijałem potwory stojące mi na drodze, ogniste jaszczury i tak dalej. I w pewnym momencie patrzę, a przede mną stoi ork szaman. Ale nie taki zwykły. To był UR-SHAK! Ten sam co robił ULUMULU. Jak się okazuje, że wypędzony szmana chce na nowo odbudować swoją reputację, dlatego czeka na zwiadowców którzy mieliby go odprowadzić do Hosh-Paka. Tak.. tego orka którego zabiłem. Kiedy Urshak się ode mnie o tym dowiedział tak mocno się załamał i postanowił, ze pochowa swojego mistrza, a ja mam się z nim wtedy spotkać. Kurde… przyznam nie spodziewałem się Ur-shaka, nie w takim miejscu. Postanowiłem, że go odwiedzę kiedy skończę swoją misję tutaj.
Moim kolejnym niespodziewanym spotkaniem był ten z Angarem, który czekał na mnie przy starożytnym grobowcu. Jak się okazuje, gdzieś w okolicach zgubił swój amulet, który chce odzyskać. Motywacja podobna do Miltena, dlatego także chętnie mu pomogę. Tym razem ze szkieletami nie było większych problemów. Szkielet-mag padł jako pierwszy w kolejności, reszta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki składała się pod wpływem miażdżącego piorunu Beliara!
Kiedy Angar odzyskał swój amulet tak udał się swoją własną ścieżką, a ja tymczasem postanowiłem trochę zwiedzić to miejsce. Znalazłem tak kamienną tabliczkę, kolejne potwory w jaskini obok jak Cieniostwora-ożywieńca! Nie był na szczęście trudny, ponieważ nauczyłem się walki z cieniostworem, ma dosyć przewidywalny i schematyczny tryb ataku.
Potem poszedłem przełęczą górą wprost do nowego obozu i tutaj zaatakowali mnie znowu Poszukiwacze, trochę jednak odetchnąłem z ulgą, bo ci u Xardasa wydawali się niepokojący, a tutaj jednak są w ..hmm losowym miejscu, żeby tak rzec.
Kiedy zszedłem z góry na śnieg tak dostrzegłem nowe potwory, jak lodowe wilki, lodowe golemy oraz trolla! Ze wszystkimi rozprawiłem się w miarę szybko, jednak te całe doświadczenie zdobywane podczas bitwy pozwoliło na tyle wzmocnić postać, że śmiało mogłem ruszać dalej. Jednakże nie mogłem tracić czujności. Lodowe tereny są według hierarchii najgroźniejsze. Tutaj spotkałem tego słynnego Sylvio i Bulko, którzy to stosowali jakieś dziwne zagrywki erystyczne próbując wmówić mi że jestem tchórz, bo nie chcę iść przodem kiedy oni będą szli za mną xD Z ciekawości zaoferowałem im pomoc, ale i tak wiedziałem dokąd to zmierza. Czyli zabiję smoka, zbiorę łup, a potem się na mnie rzucą. Klasyk!
No ale, żeby klasyk mógł dojść do skutku, tak muszę sam swoimi poczynaniami do niego doprowadzić. Wszedłem więc do nowego obozu, który wyglądał jakby przeszła przez niego epoka lodowcowa. Serio, jak w filmie Pojutrze, gdzie po epoce lodowcowej bohaterowie przemierzali zamarznięte, puste miasto. Już nie ma zbieraczy ryżu i tego dzbana Lewusa, są za to jaszczuroludy, lodowe wilki, lodowe golemy, które wkurwiały zamrażaniem i jakieś dziwne ogniki. Z początku myślałem, że smok będzie na tym wielkim zamarzniętym jeziorze przed tamą. Ogromny teren w sam raz dla smoka. Ale nie, spotkałem się tam tylko z kolejnymi przeciwnikami do ubicia, masą śniegu i sekretów w postaci ukrytych skrzyń na dachach budynków. Smok jednak był w jaskini.
Najgorsze jest to, że nie wiedziałem jak smok będzie atakował. Miałem na sobie amulety i pierścienie chroniące przed ogniem, ale na lód nic nie mam. Dlatego poszedłem na pewien kompromis i ubrałem się w biżuterię zwiększająca maksymalnie moje zdrowie.
Fingrekh okazał się być nie tylko zimny z wyglądu ale również emocji. Oko Innosa nie zrobiło na nim żadnego wrażenia, a wręcz uznał mnie za głupca. No i do tego wszystkie zbił moją wcześniejszą teorię o Śniącym, gdyż smok jasno stwierdził, że to Beliar kazał im przybyć. Ale to co najciekawsze powiedział potem, otóż jego siedziba znajduje się w kamiennym Dworze Irdorath (aa więc ta księga od Xardasa dla Pyrokara to taki.. foreshadow, żeby nie było, że sobie twórcy tą miejscówkę wprowadzają tak o z dupy). Czyli po powrocie do Khorinis czeka mnie wyprawa do tego dworu. Zapewne Xardas będzie wiedział ocb.
Postanowiłem nie cackać się ze smokiem dlatego postawiłem wszystko na jedną kartę – Przyzwanie Demona. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, a smok ku mojemu zaskoczeniu zionął również samym ogniem, a nie lodem. Ale to tylko ułatwiło mi pojedynek, bo demon okazał się być nie tylko podporą, ale również prawdziwym wsparciem, gdy tylko ogarnąłem sytuację, to oboje dzielnie zabieraliśmy smokowi jego życie i nie pozwalaliśmy mu się zregenerować. A dosłownie pod sam koniec demonowi skończył się czas swego żywota i na „endgame” walki zostałem tylko ja. Szybko podbiegłem, smok zaczął się regenerować a ja ze Szponu Beliara TRZASK! Smok padł! Doprawdy świetna akcja.

OSTATNIE PODRYGI
Długo do mnie docierało co się przed chwilą odjebało. Udało się, pokonałem je. Rozwaliłem smoki panoszące się po górniczej dolinie! Wszystkie 4 – w każdym razie o żadnym więcej nie wiem. Wiem jedynie to, że moim następnym celem jest Dwór Irdorath. W dodatku przy skarbach smoka znalazłem smocze jajo!
Po zebraniu skarbów lodowego smoka to nie był jednak koniec moich przygód. Przy wyjściu od obozu czekali na mnie Sylvio i Bulko. Cholera, na śmierć o nich zapomniałem. Sylvio włączył się tryb dresa, bo miałem mu oddać cały skarb. Ta, już ja mu kurwa pokażę skarb…
Moje przygody postanowiłem zakończyć jeszcze wycieczką stroną północną górniczej doliny, stara kopalnia, te sprawy. Natknąłem się tam oczywiście na grupki smoczych zębaczy, trolla, topielce, grupkę łowców smoków (którzy nie chcieli uwierzyć, ze zostały pokonane), czy dosyć pokaźną grupę bandytów. Wszystko to jednak przybliżyło mnie do zamku, do którego teleportowałem się gdy tylko upewniłem się, że żadnego monstra nie zostawiłem za sobą (nie byłem jednak w tym ż tak restrykcyjny jak zazwyczaj, jak coś tam zostało to trudno, ale z grubsza wyczyściłem górniczą dolinę).
Zostałem okrzyknięty bohaterem! Garond bardzo się ucieszył z informacji, że wszystkie smoki nie żyją, oczywiście on sam musi zostać pilnować rudy, ale na pewno teraz zadanie ma na pewno ułatwione.
Ja natomiast nim udałem się z powrotem do Khorinis, to musiałem załatwić jeszcze jedną sprawę – Ur-Shak. Czekał na mnie na klifie przed południowym wejściem. Jednakże nie sam, a w towarzystwie dwóch orków wojowników. Oczywiście musiałem rozprawić się z tymi orkami, ale sam Ur-shak siedział nieprzytomnie.
I tutaj okazało się, że ork dowiedział się, że to ja zabiłem Hosh-Paka. Cóż, orkowie atakują ludzi, są ich wrogami, więc nie miałem wyboru. Zresztą sam ur-shak okazał się być nie tyle co zdrajcą co pewnym manipulatorem, gdy trochę zakłamał swoją pozycję wśród orków, skoro tak łatwo dostał się na pozycję Hosh-Paka. Kazał mi się wynosić i więcej nie pokazywać, bośmy teraz obcy i wrodzy. Cóż, nie ukrywam, smutne to zakończenie przyjaźni. Może jeszcze kiedyś się spotkamy przy dobrym rumie i omówimy warunki sojuszu?
Ale póki to nastąpi pora raz na zawsze pokrzyżować plany Beliara. Tak, tego Beliara, którego miecz na plecach. I nie obchodzi mnie, że to swego rodzaju hipokryzja. Jestem wysłannikiem Innosa, Adanosa, Beliara… cholera tam wie.

ROZDZIAŁ 5 CZAS ZACZĄĆ!

OPINIA:
Walka ze smokami okazała się być wymagającym wyzwaniem. Stawiałem na taktykę, prawdopodobnie bez przywołańców czy np. zwoju lodowej fali nie byłoby to takie łatwe. A tak mogłem wykorzystać narzędzia, jakie daje mi sama gra. Na pewno te smoki porównałbym wyzwaniowo do pojedynków z Dragon Age Inkwizycja. Tam też nie było łatwo. Same rozmowy ze smokami fajne, klimatyczne choć odrobinę wyświechtane w stare śpiewki o „przejęciu władzy nad światem”. Ciekawy ten cały Dwór Irdorath. No i jeśli tak, to czemu Xardas nic nie napomknął o tej księdze wcześniej? Pewnie stwierdzi coś w stylu, że „Jak mogłem być tak ślepy!?”, jak to zazwyczaj bywa xD Nie mniej, górnicza dolina pchnęła rozwój mojej postaci do granic możliwości. Mam ponad 40 poziom, w ciul życia, ale i punktów nauki, które przyda się wydać w siłę. Ale ci łowcy smoków mieli o wiele lepszą zbroję od mojej, jeszcze gadali, że zrobił ją kowal bennet. Chyba trzeba będzie mu złożyć wizytę ;D Kolonia serio się zmieniła, a jej widok jest nie do poznania.

PS. Przykro mi, ale do tych kronik nie posiadam zdjęcia statystyk, po prostu zapomniałem zrobić, a w momencie gdy je publikuję jestem już odrobinę dalej. Jedyne co to to, że wszystkie punkty nauki wydałem na siłę, więc mam jej obecnie 129.

#gothickroniki #gothic #gothic2 #gry